Najważniejsza jest niezależność autoraArtykuł ukazał się w dodatku Gazety Prawnej w dniu 22 sierpnia 2008 r. rozm. Richard Milne z Johnem Griffithem-Jonesem, współkierującym KPMG EuropePojawiają się zarzuty, że stosowanie w rachunkowości wyceny według wartości rynkowej przyczyniło się do nasilenia obecnego kryzysu. Czy ta krytyka jest uzasadniona? - Tak naprawdę to nie. Przechodzenie od tego, co było wcześniej, do posługiwania się wartością rynkową zawsze powoduje pewne problemy, a ponieważ zaczęliśmy ją stosować akurat w okresie nadzwyczaj trudnej sytuacji rynkowej, okazało się to ciężką próbą. Nie ma wątpliwości, że trudno jest wyceniać zgodnie z rynkiem, jeśli rynek właściwie nie istnieje, ale to przecież nie jest błąd systemu wyceny: to defekt rynku kredytowego, którego ona dotyczy. Osobiście sądzę, że ta metoda wyceny ma więcej zalet niż wad. Podczas tego kryzysu -inaczej niż podczas poprzednich - biegli księgowi nie znaleźli się jeszcze na linii ognia. To dopiero nadejdzie czy też audytorzy wywiną się spod ostrzału?
- To jest cyniczne, głęboko cyniczne pytanie. Reakcja na kryzys była bardzo szybka. Władze amerykańskie, brytyjskie i międzynarodowe uważały, że to bardzo ważna sprawa. Mieliśmy przecież reguły Międzynarodowych Standardów Sprawozdawczości Finansowej, wiedzieliśmy więc, że przed tymi wymogami nie ma ucieczki. To, że to zadanie zostało potraktowane odpowiedzialnie, stanowi zasługę nie tylko naszej branży, ale wszystkich instytucji finansowych, także przedsiębiorstw.
Co będzie, jeśli dojdzie do katastrofy, kolejnej sprawy takiej jak w przypadku firmy Andersen? -No cóż, powiedziałbym, że w branży wolelibyśmy, żeby nadal było pięć dużych firm, a nie cztery...Żeby zapobiec takiej katastrofie, po pierwsze nie można popełniać błędów. Po drugie - i to już jest problem, który rozwiązać musi społeczeństwo, a konkretnie rządy i instytucje regulacyjne -jeśli już dojdzie do okropnego błędu, co zrobić, żeby firma, która go popełniła, w ogniu walki nie zniknęła z rynku. Jedno szczegółowe rozwiązanie, jakie wchodzi tu w grę i jakie jest naprawdę ważne, to przekształcenie firm audytorskich w spółki z ograniczoną odpowiedzialnością -choć może się wydawać, że byłoby to korzystne tylko dla samej branży. Czy takim rozwiązaniemnie byłoby powstanie piątego konkurenta? -Taki pomysł wręcz mnie zachwyca. Ale chyba dla wszystkich oczywiste jest, że to dość skomplikowane: zaraz pojawia się pytanie, jak spowodować, żeby ten konkurent się pojawił? Poza tym skoro mówimy o konkurowaniu z wielką czwórką czy piątką, to taki rywal musiałby działać w skali globalnej. Nie wystarczyłoby zatem stworzyć nową KPMG w Wielkiej Brytanii, równocześnie musiałaby ona powstać w Niemczech we Francji, w USA i tak dalej. To wszystko nie jest takie proste. Czy doczekamy się szybkojakiejś firmy audytorskiej nagiełdzie? - To całkowicie możliwe. W końcu to przecież biznes, nie ma więc powodów, żeby jakaś firma nie weszła na giełdę. Są jednak dwie przyczyny, które skłaniają mnie do poglądu, że jest to jednak znacznie mniej prawdopodobne. Jedną z nich to zasada niezależności: chcemy przecież, żeby biegli księgowi byli niezależni. Co się stanie, gdy firmy audytorskie będą miały akcjonariuszy i gdy jakaś spółka obejmie 25 proc. akcji? Czy ta firma nadal będzie niezależna? Druga przyczyna to fakt, że ten rodzaj biznesu opiera się na ludziach: firmy audytorskie nie potrzebują dużego kapitału. Pojawia się więc pytanie, co zrobić z pieniędzmi zebranymi poprzez giełdę? Jeśli odpowiedź brzmiałaby, że należy nimi spłacić starszych partnerów, żeby przeszli na emeryturę, to byłbym całkowicie za, ale sądzę, że moi koledzy sami mogliby to przeprowadzić całkiem szybko. Co pańskim zdaniem najbardziej zagraża pozycji konkurencyjnej londyńskiego City? - Powinniśmy przestać traktować się jako szczególne środowisko i każdy, kto poszukuje bardziej konkurencyjnych warunków prowadzenia biznesu, powinien móc do niego wejść. To po prostu propozycja biznesowa. Mamy dużo naprawdę dobrych rozwiązań i powinniśmy je promować, a jednocześnie powinniśmy się pozbyć rozwiązań, które nie są specjalnie korzystne. O jakie rozwiązania chodzi? - Istotny jest zwłaszcza konkurencyjny system podatkowy. Ma pan na myśli opodatkowanie przedsiębiorstw czy też ludzi, którzy nie mają statusu rezydenta? - I to, i to. Osobiście sądzę, że powinniśmy zachęcać firmy do zakładania tu swojej głównej siedziby i żeby nie groziło im, że już od momentu przybycia będą płacić podatki... Uważam również, że powinniśmy mieć również bardziej realistyczne podejście do ludzi bez statusu rezydenta. Czy Wielka Brytania i Europa kontynentalna zmierzają ku recesji? - Jestem trochę pesymistą. Nie wiem, czy to może być tzw. recesja techniczna, czyli - zgodnie z definicją - dwa kolejne kwartały ujemnego w7.rostu. Wyczuwam jednak, że nadchodzi załamanie gospodarcze w staroświeckim znaczeniu tego słowa. Co firma taka jak KPMG robi, żeby się do niego przygotować? - Cóż, to nie jest łatwe. Zamraża się rekrutację, zamraża się wszystkie wydatki poza niezbędnymi albo się je zmniejsza, co również dotyczy zatrudnienia. Ale my nastawiamy się na działanie w długim okresie.
Wasza działalność związana z restrukturyzacją firm musi przecież kwitnąć. - Rzeczywiście, kwitnie i mamy rozwiązania odpowiednie dla firm w kłopotach, ale to zwykle nie rekompensuje spadku zamówień, napływających w dobrych czasach. |
|
wersja do druku |